Kup teraz: KARTECZKI z notesików z lat 90 ZESTAW RÓŻNE za 10,00 zł i odbierz w mieście Mogilany. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów. Kolorowe karteczki z notesików Zbierały je wszystkie dzieci. W sklepach dostępne były notesy o różnych tematykach. Wyrywało się z nich pojedyncze karteczki i wręczało kolegom karteczki samoprzylepne i podajnik Post-it® Z-Notes; zastosowanie: włóż bloczek do podajnika Post-it® Z-Notes i wyciągnij pierwszą karteczkę, kolejna wysunie się automatycznie; kolekcja 3 kolorów karteczek: bananowo-żółte, limonkowo-zielone, fuksja; 2 x większa siła kleju Super Sticky; produkt z certyfikatem PEFC Kup teraz: KARTECZKI Z NOTESIKÓW KOLEKCJONERSKIE LATA 90 #1 za 1,50 zł i odbierz w mieście Gliwice. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów. Szukam i kupie karteczki notesowe z lat 90 Osoby posiadające notesy bądź pojedyncze karteczki proszę o kontakt w wiadomości PRYWATNEJ Karteczki samoprzylepne bloczek notes 76x101 - NOTES SA.ECO, w empik.com: 3,50 zł. Przeczytaj recenzję Karteczki samoprzylepne bloczek notes 76x101. Zamów towar z dostawą do domu! . O tym, że zwiążę przyszłość z dziennikarstwem marzyłam od czasów dziecięcych. Plany zostania botanikiem albo archeologiem porzuciłam już w trzeciej klasie, ale dziennikarskie zapędy trzymały się mnie niemal do dorosłości. Splot dziwnych i ciekawych zdarzeń sprawił, że ostatecznie obrałam inną ścieżkę. Taką, o której marzyć nie mogłam, bo o jej istnieniu nie miałam pojęcia. Myślę, że niewielu ludzi jest tak bardzo pewnych swojej przyszłości, jak ja byłam pewna już jako dziecko. Z rozrzewnieniem wspominam pierwszą gazetę, którą wydawałam w podstawówce, a która zawierała w sobie wszystko, co dziecko lat ’90 potrzebowało do szczęścia – krzyżówki, labirynty, łamigłówki, ksero kolorowych karteczek z notesików, wiersze, piosenki, wywiady i mnóstwo innych przykładów radosnej twórczości ośmio- czy dziewięciolatki. Już wtedy wiedziałam, że będę kiedyś żyć z pisania – co rzeczywiście dziś robię, nawet jeśli wówczas nikt w Częstochowie o copywriterach nie słyszał. Rodzicielskie wsparcie Gdybym miała sięgnąć pamięcią do momentu, który zadecydował o mojej zawodowej przyszłości, musiałabym dogrzebać się aż do czasów przedszkolnych i zacząć od tego, że jako trzylatka nauczyłam się czytać. Najbardziej wyraźne wspomnienia z dziecięcych lat wiążą się u mnie z wizytami w bibliotece, które pamiętam tak dobrze, jakby wydarzyły się wczoraj. Dużo czytałam i dużo pisałam, w czym mocno wspierali mnie rodzice, kupując pierwsze pamiętniki i notatniki – to właśnie te drobne aktywności nauczyły mnie regularnego pisania i przelewania myśli na papier. Jako dwunastolatka z zaoszczędzonych z kieszonkowego pieniędzy zakupiłam dyktafon i nie ruszałam się nigdzie bez niego i bez aparatu. Nagrywałam audycję, którą puszczałam znajomym, zapisywałam tygodniowo dziesiątki stron i stale dokumentowałam, co dzieje się w naszym osiedlowym otoczeniu. W tamtym czasie zostałam też najmłodszą uczestniczką korespondencyjnego kursu dziennikarstwa, który opłacali mi rodzice. W końcu chciałam zostać dziennikarką, prawda? Pierwsze przygody z copywritingiem Choć w 2002 roku nie wiedziałam jeszcze, że istnieje coś takiego jak copywriting, to właśnie wtedy rozpoczęła się moja trwająca do dziś przygoda z tym zajęciem. Wystartować było łatwo – w pierwszych latach pisałam dla portali internetowych, których prawdopodobnie nie interesowało to, w jakim jestem wieku. Piszę „prawdopodobnie”, ponieważ zupełnie nie pamiętam, żeby ktokolwiek pytał mnie o zgodę rodziców albo w ogóle wnikał w to, ile mam lat. Pisałam dużo, pisałam dobrze, miałam konto w banku dla dzieciaków 13+ – czego chcieć więcej? Te pierwsze lata stały pod znakiem felietonów piłkarskich, postów na forach, artykułów o wydarzeniach w Częstochowie i streszczeń lektur szkolnych. Potem pojawiły się serwisy dziennikarstwa obywatelskiego i pierwsze zlecenia od firm i osób prywatnych – głównie na strony firmowe (o prowadzeniu blogów biznesowych nikt jeszcze nie słyszał). To wszystko wciąż składało mi się w jedną całość – że powinnam zostać dziennikarką. No ale nie zostałam. Droga ku dziennikarstwu Kiedy nadszedł czas wybrania liceum, swoją decyzję ograniczyłam do miejsc, w których prowadzone są koła dziennikarskie. Jak się okazało – pod tym względem trafiłam jak kulą w płot, bo wraz z nadejściem mojego rocznika w 8 LO koło dziennikarskie zostało zlikwidowane. Kocham tę szkołę i jestem jej dumną absolwentką, ale dopiero teraz, po zmianie dyrekcji, wygląda ona tak, jak powinno wyglądać wymarzone liceum. Mimo niedogodności nie zmieniłam szkoły, nawiązałam tam głęboką przyjaźń, która trwa do dziś, a plany związane z nauką dziennikarstwa odłożyłam na czas studiów. No i skończyłam na polonistyce (sprawdź: Czy warto studiować polonistykę?). Mój pierwotny plan zakładał studiowanie dziennikarstwa sportowego we Wrocławiu. To jednak z powodów finansowo-logistycznych nie było możliwe, przy czym pod pojęciem „logistyczne” rozumiem – do czego przyznaję się z lekkim zażenowaniem – fakt, że się zakochałam (notabene w tym, który jest moim mężem). Oczywiście niechęć do utrzymywania związku na odległość nie była decydująca, ale skłamałabym, gdybym stwierdziła, że kompletnie nie miała znaczenia. Ostatecznie wybrałam więc zaoczne studia z dziennikarstwa w Katowicach, z których w ostatniej chwili zrezygnowałam, gdy okazało się, że przyjęto mnie na polonistykę w moim mieście. Do tego kierunku nabrałam przekonania pod wpływem rozmów ze znajomymi dziennikarzami, którzy wprost mówili, że w ich redakcjach większość osób to poloniści i że tak naprawdę studia niewiele w tym kierunku dają. Posłuchałam. I nie żałuję. Mimo że studiowałam filologię ze specjalnością animacja kultury, to rzeczywiście w uczelnianych czasach przyszło mi się zetknąć z prawdziwym dziennikarstwem. Udałam się mianowicie na praktyki do jednej z częstochowskich gazet. To wtedy nadszedł moment, w którym ostatecznie pogrzebałam marzenia o zostaniu dziennikarką. Koszmarne praktyki dziennikarskie Być może źle trafiłam, być może tak chciał los – ale praktyki w lokalnej prasie pokazały mi, że dziennikarstwo to nie jest świat dla mnie. Po pierwsze – moje artystyczne zacięcie musiało zderzyć się z barierą klepania dennych artykułów. Wprost mówiono mi, że mam pisać jak najprościej, jakbym tłumaczyła coś debilowi. Po drugie – ta konkretna gazeta okazała się mieć bliskie związki z jedną z partii politycznych. To wiązało się z „prośbami”, by wciskać obecność jej członków do wszelkich opisywanych wydarzeń. W tym momencie stanęłam okoniem i stwierdziłam, że wolę nie zaliczyć praktyk niż podpisywać się pod kłamliwym bełkotem. Moja odmowa została przyjęta wzruszeniem ramion. Bo i tak znaleźli się inni chętni do tej roboty. Przełom września i października 2011 roku to czas mojego oficjalnego zakończenia przygody z dziennikarstwem. Na szczęście porzucanie marzeń czasem po prostu ma więcej sensu niż ślepe do nich dążenie. I tak było właśnie w moim przypadku. Ja nie marzę, ja działam Od 2010 roku prowadzę tego bloga. Od 2008 w pełni zarabiam na siebie. Początkowo były to tylko teksty na zlecenie i korekty książek. Od kilku lat w książkach już nie siedzę, za to wciąż piszę, a oprócz tego zajmuję się transkrypcją nagrań oraz prowadzeniem profili w mediach społecznościowych. Nie marzyłam o tym jako dziecko – tak jak dzisiejsze dzieci marzą o byciu youtuberami – bo w Polsce lat ’90 o copywritingu nikt nie mówił, a o biznesie w mediach społecznościowych nawet nie śnił. Czy żałuję porzuconych marzeń? Absolutnie nie. Koncentruję się na działaniu, wyznaczaniu celów i realizowaniu ich, na rozwoju i ciągłym podnoszeniu sobie poprzeczki. Nie ma tu miejsca na odtwórczą, ograniczającą robotę. A przy okazji tego wpisu uświadomiłam sobie jeszcze jedną ważną rzecz – że prawdopodobnie wcale nie marzyłam o tym, by pracować jako dziennikarz w redakcji. Pisanie zawsze sprawiało mi wielką radość, ale to tworzenie gazety od podstaw ekscytowało mnie najbardziej. To samo czuję, gdy od zera wypełniam strony internetowe treścią, tworzę foldery reklamowe, opracowuję kampanie promocyjne i gdy po prostu zajmuję się blogiem. Od kilkunastu lat czuję też delikatne motyle w brzuchu, gdy widzę w telewizji reklamy prasy. Mój organizm zawsze reaguje na nie tak samo – jakby krył się tam gdzieś dreszcz ekscytacji, że może kiedyś ja też stworzę coś od podstaw, nie tylko zapełniając treścią, ale po prostu to budując. Jeszcze nie ubrałam tego w płaszczyk marzenia, ale coś w środku mnie już wie, że kiedyś przyjdzie mi zmierzyć się z tym wewnętrznym pragnieniem. Póki co twardo stąpam swoją ścieżką. Nie zostałam dziennikarką i strasznie mi ten zawód zbrzydł, ale koncentrując się na nim od najmłodszych lat bardzo dobrze przygotowałam się do zostania copywriterem. Koniec końców chyba warto było marzyć i mieć cel, prawda? Spodobał Ci się ten wpis? Polub mój fanpage na Facebooku: OpisKolorowe karteczki samoprzylepne w pastelowych kolorach Ooly to uroczy zestaw składający się z 12 małych notesików z klejem. Od wyboru do koloru zakładki do książek, zeszytów, notatek, kalendarza, nauki słówek, wiadomości na lodówkę i wszelkich małych zapisków. Pomocne nie tylko dla zapominalskich, przydadzą się w szkole, na uczelni, w pracy i domu do zapisywania wiadomości i ważnych informacji. Co więcej, różne wzory samoprzylepnych mini zakładek pozwolą jeszcze szybciej odszukać konkretne informacje, cytat lub wydarzenie oraz zapamiętać ważne wydarzenie. Kształty i delikatne wzory dodadzą także nieco radości w codziennych obowiązkach. 12 samoprzylepnych pliczków z karteczkami 10,5 x 14,8 x 0,7 cm Wiek + 8 lat Szczegóły produktu Specyficzne kody Dzień dziecka to idealna pora na to, by trochę się na blogu wyluzować i poruszyć temat łatwy, lekki i przyjemny. Oddaję się zatem wspomnieniom na swój własny temat i zapraszam do sentymentalnej wycieczki w przeszłość, pod hasłem: „jakim dzieckiem byłam”. Może po lekturze podzielicie się swoimi opowieściami? Mały geniusz – nie miałam skończonych czterech lat, gdy nauczyłam się płynnie czytać, grać w szachy i rozwiązywać zadania matematyczne. Zamiast godzinami oglądać bajki, wolałam odpalać na Commodore gry edukacyjne, czytać encyklopedie i słowniki, „bawić się” mikroskopem itd. Wojownik – regularnie tłukłam się z bratem, raz nawet odgryzłam mu kawałek skóry z przedramienia. Podobno wszczynałam również awantury o to, kto jest panią piaskownicy. Oczywiście miałam nią być ja, a nie jakieś małolaty. Łobuz – wspinanie się na drzewa i płoty, wkradanie na działki i pola budowy, podkradanie gum w sklepach, straszenie dzieci satanistami i „diabłem z czarnej limuzyny” – mhm, tak, to wszystko ja. Poszukiwacz przygód – organizowanie zabaw w podchody, przeszukiwanie „niezbadanych” terenów, budowanie szałasów, poszukiwanie zwierzątek, którym można nieść pomoc – wymyślałam tego całe mnóstwo, o nudzie nie mogło być wtedy mowy. Kaczkofan – od gazety „Kaczor Donald” byłam wręcz uzależniona. Kiedy wyjechałam na wakacje w kioskach pojawił się numer z mapą układu słonecznego i rodzice zapomnieli go dla mnie kupić. To, że do dziś pamiętam szczegóły tego okrutnego zdarzenia niech będzie dowodem na to, jak bardzo Donald był dla mnie ważny. Człowiek z misją – w którymś momencie swego dziecięcego życia nabrałam przekonania, że dorośli potrzebują przygody i radości. Wtedy też zaczęłam tworzyć mapy osiedla z oznaczonymi na nich miejscami, w których ukrywałam małe skarby. Te mapy podrzucałam ludziom na balkony i do skrzynek na listy, licząc, że ochoczo wyruszą na poszukiwania skarbów. Tancereczka – moje wywijanie w rytm przedstawionej poniżej piosenki stało się w rodzinie już legendarne: A poza tym to z miłości do tańca nie wyrosłam nigdy – na szkolnych i kolonijnych dyskotekach zawsze robiłam megashow! Przedsiębiorcza bestia – już w podstawówce dorabiałam sobie handlem perfumami własnej roboty (woda, trawa, płatki roślin, odrobina maminych perfum i takie tam) albo wydawaną przez siebie gazetką. Kasę trzeba było trzepać od małego, a co! Zbieracz – jak większość wychowanych w cudownych latach dziewięćdziesiątych zbierałam, co się dało: karteczki z notesików i karteczki do segregatorów, naklejki z lizaków, historyjki z gum, karty telefoniczne, bilety i wiele innych cudów. Marzycielka – na przestrzeni lat wymarzyłam dla siebie różne zawody: projektantka mody, archeolog, botanik, piłkarka, nauczycielka polskiego, dziennikarka – coś tam z tego w głowie zostało, skoro skończyłam polonistykę i robię to, co robię. Ściemniacz – miałyśmy z przyjaciółką dość dziwne zajęcie. Notowałyśmy w kalendarzach mnóstwo aktywności fizycznych w stylu zawodów jeździeckich, turniejów piłkarskich/siatkarskich/tenisowych itd., po czym opowiadałyśmy o nich na głos w tłumie ludzi. Tak, jakby ktokolwiek miał uwierzyć w prawdziwość dialogu: „Karolino, musimy się dziś spakować, coby jutro o 10 być na korcie tenisowym, o 15 na turnieju siatkówki, a wieczorem zaliczyć ten zaległy trening karate”, „Masz rację Klaudyno, szczególnie, że w środę o 12 czeka nas nasz wielki wyścig kolarski, a o 16 zajęcia z szermierki”. Hihi, haha! Kibic – miłość do sportu jest u nas rodzinna, zatem kibicowaniem trudniłam się od małego. Mieszkanie w sąsiedztwie stadionu żużlowego pozwalało na ciągłe bywanie na treningach i meczach. Niesamowite, ale do dziś pamiętam, jak zachowywałam się na stadionie i jak silne emocje już wtedy to u mnie wywoływało. „Pływak” – do dziś nie mam pojęcia, dlaczego weszłam do gigantycznej kałuży i pływałam w niej, by podawać ludziom rzucane przez nich puszki… /w tym momencie zaśmiewam się i przybieram pozę 'facepalm’/ A teraz jestem mamą… Dzieciństwo uleciało tak błyskawicznie i teraz może być już tylko wspomnieniem. Mam nadzieję, że moja Zońka za kilkanaście-kilkadziesiąt lat będzie mogła z podobnym sentymentem i uśmiechem błąkającym się po twarzy wspominać swoje dziecięce lata. Bardzo żałuję, że świat zmienił się aż tak bardzo, bo każdemu życzyłabym wychowywania się w barwnych latach dziewięćdziesiątych, kiedy dzieciaki spędzały 2/3 doby na podwórku – bez laptopów, tabletów, ajfonów i innych cudów, które tak bardzo je teraz absorbują. Mogę chcieć wychowywać dziecko bez współczesnych bajerów, ale wiem, że to się nie uda – tak jak ja byłam dzieckiem swoich czasów, tak i Zońka będzie dopasowana do miejsca i czasu, w którym przyjdzie jej dorastać. Mam tylko nadzieję, że odziedziczy po mnie choć odrobinę ciekawości świata i chęci nieustannego poszerzania wiedzy, a po tacie niebywałe umiejętności rysunkowe. To takie fajne móc chłonąć wszystko, co oferuje nam świat… Jeżeli chcecie więcej sentymentalnych wycieczek w przeszłość, przypominam o bardzo dawnym rankingu: Top 10: ulubione symbole dzieciństwa i przygotowanej przeze mnie playliście Best of ’90 – najlepsze piosenki lat dziewięćdziesiątych. Teraz Wasza kolej! Jakimi byliście dzieciakami? ]]> Moderatorzy: Robi, biały_delfin mutant Posty: 617 Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11 Oż w mordę, a u nas tylko niebieska (granatowa) i zielona - miętowa. A tu znalazłam "Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną". 80man Posty: 207 Rejestracja: 13 lis 2010, o 09:36 Lokalizacja: ... tu i tam Post autor: 80man » 16 lis 2010, o 09:31 Pocztówki polskie, zagraniczne bezobiegowe! W latach 90 jak kiedyś usiadłem i zliczyłem było tego około tysiąca, znaczki pocztowe, kolekcjonerskie ( do dziś mam duży album), plakietki z zespołami (wychodziły takie w formie kapsli okragłe, kolorowe) przypinało się na koszulkę, bluzę, plakaty z zespołami (Dziennik Ludowy, Zarzewie,Panorama, Świat Młodych), fotosy czarnobiałe wystrzelane na strzelnicach I na koniec coś co zbierałem długo a miałem tego pokaźną ilość w tamtych czasach zawartość tego co w środku to delikates... ba rarytas Uploaded with tak ,tak opakowania po czekoladach Doctor_Who Posty: 929 Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01 Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;) Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: Doctor_Who » 19 lut 2015, o 14:51 Moje kolekcje zawierały: Historyjki z gum do żucia Zwierzątka z pierwszych jajek-niespodzianek Naklejki z gumy ALF (wklejało się je do specjalnego albumu, ostatnia strona to była mordęga, bo składała się z samych zdjęć Alfa, które mało się od siebie różniły) Samochodziki i obrazki z Turbo też, ale bez przekonania, gdyż jestem raczej antyfanem motoryzacji Pudełka po zapałkach Znaczki pocztowe (bardzo krótko, widać ''normalne'' hobby nie dla mnie) Nalepki po serkach topionych (!!!) Kapsle od piwa (po drodze ze szkoły mijałem taki monopol ze stolikiem, przy którym siedzieli często ''panowie'' i pili browary na miejscu, pytałem się czy mogę wziąć kapsle) Kody kreskowe jak tylko się pojawiły (po co? pojęcia nie mam...) Kartoniki po soczkach Puszki po napojach (każda musiała być inna!) Komiksy (na studiach będąc sprzedałem moją kolekcję za psie pieniądze, potem założyłem sobie internet i zobaczyłem, że niektóre z rzadkich numerów, które miałem w swoich zbiorach chodziły na allegro po połowie tego za co opchnąłem cały zbiór, krótko mówiąc dałem się ociulać) Książki (do dzisiaj) Zabawne pocztówki Karteczki z notesików (jak wszystkie dzieciaki w latach 90) Tazo z Gwiezdnych wojen (jak wyżej, ostatnie lata podstawówki) Jak sobie coś przypomnę to dopiszę . "Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz. qba83 Posty: 610 Rejestracja: 17 gru 2008, o 05:28 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: qba83 » 19 lut 2015, o 22:49 Kolorowych karteczek nie zbierałem, choć osoby z mojej klasy i nie tylko dziewczyny zbierały i wszyscy się tym wymieniali, chociaż chyba kilka takich karteczek miałem. Jakieś naklejki też pamiętam, że zbierałem, ale juz nie pamiętam, co na nich było. Zbierałem także różne przedmioty elektrotechniczne i elektroniczne, a tak poza tym to naturalne skarby jak kamienie, jakieś drewniane słoje z desek. Przez krótki czas zbierałem motyle do albumu. No i różne interesujące mnie książki. fakk3 Posty: 30 Rejestracja: 7 kwie 2015, o 12:00 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: fakk3 » 8 kwie 2015, o 16:56 Karteczki z królem lwem w podstawówce. Czy ktoś pamięta karteczki "Nomico" ? Były nielicencjonowane i "udawały" motywy z króla lwa. Prawdziwi kolekcjonerzy gardzili nimi Zbierało się też kapsle Dunkiny, Street Fightery, Mortale! To był prawdziwy hazard w który się grało w każdej wolnej chwili. Ci bardziej majętni grali również o plastikowe zappery Później zbierało się też Tazosy z postaciami Star Wars, no i oczywiście karty do poczciwego Pegasusa. Marecki384 Posty: 269 Rejestracja: 30 gru 2010, o 08:12 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: Marecki384 » 8 kwie 2015, o 18:37 Ja też zbierałem puszki po napojach ( remont domu musiałem je wywalić ) obrazki z gumy Turbo Oraz spisywałem kluby piłkarskie ( szkoda że nie spisywałem filmów dzis nie męczył bym na tym forum Doctora Who ) Mam te kartki do dzisiaj Ale już nie spisuje Wystarczy załączyć neta nie ma tej zabawy Kupowało się Przegląd Sportowy z nadzieją że będą wyniki z jakichś egzotycznych lig lub Puchary krajowe ( jeszcze lepszy rarytas ), albo szło do Empiku brało World Soccera Doctor_Who Posty: 929 Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01 Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;) Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: Doctor_Who » 9 kwie 2015, o 08:09 Kartridże do pegasusa też zbierałem i nawet pisałem o tym tutaj. Tazo z Gwiezdnymi wojnami też pamiętam, były właśnie w Laysach i Rufflesach. Był to tego specjalny album i nie udało mi się skompletować wszystkich. Najtrudniejszy do zdobycia był ostatni tazo cały czarny, a kumplowi trafił się od razu . Za to myśliwców X-wing i B-wing miałem tyle, że mogłem sam poprowadzić atak na gwiazdę śmierci. Te tazo jakoś były najpowszechniejsze. "Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz. noster Posty: 243 Rejestracja: 1 wrz 2005, o 20:54 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: noster » 5 sty 2019, o 23:50 Dwóje w dzienniku. Lub piątki. Zalezy od delikwenta. MBlaut Posty: 62 Rejestracja: 16 paź 2017, o 20:38 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: MBlaut » 6 sty 2019, o 21:09 Kasetki po kliszach fotograficznych. Jeszcze w podstawówce, czyli 1992r. Harnaś77 Posty: 20 Rejestracja: 22 mar 2018, o 09:49 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: Harnaś77 » 13 lut 2019, o 01:23 Kapsle po piwach, monety PRL, monety świata, komiksy-oczywiście noster Posty: 243 Rejestracja: 1 wrz 2005, o 20:54 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: noster » 10 maja 2019, o 18:46 Oficjalnie z tygodnika "Razem" plakaty zespołow i idoli. A mniej oficjalnie z tego tygodnika z ostatniej strony to nieduże zdjątko, ktore najczesciej bylo przedrukiem z zachodnich magazynow. Kolekcja trafiala gdzies w szczelinę miedzy materacem a sciankę łózka. Klopot byl, gdy po powrocie ze szkoly okazywalo sie, ze mama zmieniala posciel. Robi Moderator Posty: 2379 Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10 Lokalizacja: Bełchatów Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: Robi » 11 maja 2019, o 06:06 noster pisze: ↑10 maja 2019, o 18:46 A mniej oficjalnie z tego tygodnika z ostatniej strony to nieduże zdjątko, ktore najczesciej bylo przedrukiem z zachodnich magazynow. Ta część magazynu nazywała się Osobno. teko221 Posty: 15 Rejestracja: 24 gru 2016, o 19:25 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: teko221 » 8 cze 2019, o 12:51 A może posiada ktoś jeszcze stare albumy po gumach do żucia, obrazki, karty, naklejki ? Kojarzy ktoś takie firmy jak : Amex, Odra, Hermes ? Mogę zapłacić naprawdę duże pieniądze . Jak ktoś ma proszę o kontakt. Gdyby co mój e-mail : gosciu12@ armonik Posty: 35 Rejestracja: 3 lut 2020, o 14:25 Re: Co w dziecinstwie zbieralismy Post autor: armonik » 12 mar 2020, o 11:50 Zbierałem pocztówki, które przejąłem od babci i mamy. Mam trochę ciekawych pozycji, pochwalę się nimi, jak znajdę czas na zeskanowanie __________________________ Zobacz tu na pióra wycieraczek Audi Ostatnio zmieniony 3 wrz 2020, o 08:20 przez armonik, łącznie zmieniany 1 raz. Karteczki do segregatora – mania kolekcjonerska lat 90., fenomen kulturowy tamtego okresu, główna waluta w przedszkolach i szkołach podstawowych. Wyparły modne wcześniej karteczki z notesików zbierane w albumach na zdjęcia. Karteczki oficjalnie zwane były wkładami (biurowymi) do segregatora i miały służyć do pisania po nich, ale oczywiście nikt o zdrowych zmysłach ich do tego celu nie wykorzystywał. Zbierane w segregatorach (zależnie od wielkości – małe w małych, większe w większych), co cenniejsze egzemplarze umieszczano w folijkach. Na karteczkach umieszczane były głównie wizerunki ikonicznych postaci lat 90. Gwiazdy karteczek[edytuj • edytuj kod] Spis treści 1 Gwiazdy karteczek Bohaterowie filmów animowanych Bohaterowie filmów aktorskich Gwiazdy muzyki Pozostałe 2 Obecnie 3 Zobacz też Bohaterowie filmów animowanych[edytuj • edytuj kod] 101 dalmatyńczyków Animki Czarodziejka z Księżyca Garfield Kaczor Donald postacie z Kosmicznego Meczu Król Lew Kubuś Puchatek Maska Myszka Miki Tom i Jerry mieszkańcy Ulicy Sezamkowej nawet Bolek i Lolek się załapali Bohaterowie filmów aktorskich[edytuj • edytuj kod] Herkules i Xena, wojownicza księżniczka Rose i Jack z Titanica Gwiazdy muzyki[edytuj • edytuj kod] Hanson Just 5 Kelly Family Spice Girls Pozostałe[edytuj • edytuj kod] Ponadto popularne były obrazki słodkich zwierzątek i dzieci wśród dziewczynek oraz wielkich ciężarówek wśród chłopców. Od wizerunku umieszczonego na karteczce często zależała jej wartość rynkowa. Znane były przypadki wymian czternaście za jedną w wypadku co bardziej napalonych kolekcjonerów. Obecnie[edytuj • edytuj kod] Moda zanikła w pierwszej dekadzie XXI wieku, w dużej mierze spowodowane było to pojawieniem się żetonów, tazosów i innych dziwnych rzeczy do kupowanych masowo Lay'sów i Cheetosów. Wprawdzie wkłady do segregatora nadal są w sprzedaży, ale kto by tam chciał zbierać karteczki z Hanną Montaną? Zobacz też[edytuj • edytuj kod] Frugo Pegasus Power Rangers

karteczki z notesików lata 90